"No, kierowca zrób parę bajerów, a ja niby gadam przez komórkę. Weź parę popisów strzel na szosie". Więc nasza banda rusza w trasę...
Na wstępie zaznaczę, że ta opcja dotyczy czterech osób, bo więcej się nie pomieści w żadnym z wielu naszych automobili (Karo i Micho mają znacznie bliżej z Wiednia, więc tu samolot powinien być znacznie łatwiejszym rozwiązaniem). Ruszamy w Moko z pełnym bakiem ok 60 litrów (jeśli pojedziemy moim Meganem, o którego stan jednak trochę się boję...). Zatankowanie na Lukoilu (najtańszy) do pełna to koszt minimum 300 pln (przy obecnych cenach). Przy dużym obciążeniu na jednym baku przejedziemy ok 400 kilometrów. Drugie tankowanie zatem jeszcze w Polsce. Na kolejnym baku dojedziemy do Bratysławy lub miejscowości Gyor na Węgrzech, gdzie się kimniemy.
O świcie ruszamy dalej.
Przed nami 1100 kilo, więc bez ociągania. Tankowanie (wg cen wachy węgierskiej z kwietnia) wyniesie nas ok 330 plnów. Kolejne dwa tankowania wypadają w Serbii (gdzieś koło Novego Sadu i Leskovacia). Wedle strony aktualne ceny paliwa w europie bak wyjdzie nas tradycyjnie około trzech stówek. I tym samym jesteśmy na miejscu wieczorem następnego dnia po wyjeździe. Gdzie się zatrzymamy - o tym w następnym odcinku. Tymczasem za nami pięć tankowań, czyli w sumie 1500 zło, co na łebka daje 375. Brzmi lepiej niż dotychczas.
dobra dobra, a gdzie się śpi tam nad tym pięknym jeziorkiem???
OdpowiedzUsuńno wreszcie! Czekałem na to pytanie. Jak tylko skończę doglądać dopiekającego się ciasta to zamieszczę stosowne informacje.
OdpowiedzUsuń