piątek, 27 maja 2011

opcja samochód

"No, kierowca zrób parę bajerów, a ja niby gadam przez komórkę. Weź parę popisów strzel na szosie". Więc nasza banda rusza w trasę...



Na wstępie zaznaczę, że ta opcja dotyczy czterech osób, bo więcej się nie pomieści w żadnym z wielu naszych automobili (Karo i Micho mają znacznie bliżej z Wiednia, więc tu samolot powinien być znacznie łatwiejszym rozwiązaniem). Ruszamy w Moko z pełnym bakiem ok 60 litrów (jeśli pojedziemy moim Meganem, o którego stan jednak trochę się boję...). Zatankowanie na Lukoilu (najtańszy) do pełna to koszt minimum 300 pln (przy obecnych cenach). Przy dużym obciążeniu na jednym baku przejedziemy ok 400 kilometrów. Drugie tankowanie zatem jeszcze w Polsce. Na kolejnym baku dojedziemy do Bratysławy lub miejscowości Gyor na Węgrzech, gdzie się kimniemy.


O świcie ruszamy dalej.



Przed nami 1100 kilo, więc bez ociągania. Tankowanie (wg cen wachy węgierskiej z kwietnia) wyniesie nas ok 330 plnów. Kolejne dwa tankowania wypadają w Serbii (gdzieś koło Novego Sadu i Leskovacia). Wedle strony aktualne ceny paliwa w europie bak wyjdzie nas tradycyjnie około trzech stówek. I tym samym jesteśmy na miejscu wieczorem następnego dnia po wyjeździe. Gdzie się zatrzymamy - o tym w następnym odcinku. Tymczasem za nami pięć tankowań, czyli w sumie 1500 zło, co na łebka daje 375. Brzmi lepiej niż dotychczas.

a może pociągiem?

Samoloty drogie, wulkany pylą, Niemcy biją... Zejdźmy zatem na ziemię, a konkretnie na tory. Pociągiem dojechać do Skopje z Warszawy można, ale to niezły bajzel. Oto mail informacyjny jakiego dostałem od pani z PKP:


Czyli bezsensu. 34 godziny, a cena jak samolotem... Zaraz oblicze jakby to było samochodem. javascript:void(0)

czwartek, 26 maja 2011

jak się tam dostać??

Dostać się do raju nie jest łatwo (czyli tanio). Pierwsza opcja to samolot Warszawa - Skopje (pozostałe ok 150 km do Ochrydy trzebaby pokonać lokalnym transportem). Jak tydzień temu sprawdziałem połączenia lotnicze, to kosztowały niespełna 1000 pln Były dwie opcje via Wiedeń (nocleg w mieście Mozarta) lub bezpośrednio do Skopje. Dynamika jest jednak duża, bo teraz (26 maja) taki bilet kosztuje ok. 150 zło drożej. To najlepsza cena lotnicza (znaniem skyscannera) gdy wylot jest 1 sierpnia, a powrót 13-ego.

Jest opcja aby wylecieć dzień wcześniej (31 lipca) i wracać 12 sierpnia. Takie połączenie taniej (niespełna 900 zło) obsługuje Malev, ale godzinowo wygląda to do dupy. W Skopje lądujemy ok. 1 w nocy (jak teraz dojechać do Ochrydy??) a lot powrotny jest ok. 4 rano (jak dostaniemy się z Ochrydy do Skopje?), więc ta opcja wydaje się bezsensowna.


Opcja nr 1 wydaje się więc znacznie lepsza, chociaż trochę droższa. Zwłaszcza, że w Wiedniu moglibyśmy łyknąć z Burdonami Kolanami servusa, kimnąć się i razem zapakować rano do samolotu do Skopje, a potem se spokojnie w dzień podmiejskim, albo busem jakimś dostać do Ochrydy. Pozostałe opcje transportowe, czyli pociąg, samochód, kajak i latający dywan przedstawię później, bo teraz idę na lody do Malinovej. Yo!

najsłynniejszy macedoński singer-songwriter

mała muzyczna interluda:)

gastrostrefa

Wiem, wiem, część z nas prezentuje ze wszech miar godną szacunku i naśladowania postawę wegańską (dla nich wkrótce też znajdzie się tu jakiś florystyczny przysmak), ale część dobrą nadjeziorną rybką nie pogardzi. Dla tych drugich mały wrzut od znanego skądinąd Roberta M.

"Brak dostępu do morza rekompensuje Macedończykom największy akwen w kraju – długie na 30 km i głębokie na 300 m Jezioro Ochrydzkie, jednocześnie granica z Albanią. Jego słynny mieszkaniec, pstrąg ochrydzki, jest obecnie pod ochroną wskutek rabunkowych odłowów dokonywanych po albańskiej stronie. Podróżnik i smakosz z Polski przyrządza więc w winnym sosie chardonnay pstrąga tęczowego..."

ochrydzki endemit

To mój faworyt. Nazywa się Salmo Letnica i jest kawałem skurczybyka. Ochrydzki łososiowaty endemit bywa, że ponad półtorametrowy i ważący ponad dwadzieścia kilo. Dobrze, że Lampo nie lubi pływać, bo Salmo połknąłby go, strawił i wydalił, zanim nasz milusiński zdążyłby się zorientować, że coś jest nie tak. Poza tym to niezły dziwak: "ciało jest dość silnie wygrzbiecone, głowa mała, płetwa ogonowa jest łukowato wcięta. Płetwy piersiowe, brzuszne i odbytowa są pomarańczowawe, płetwa tłuszczowa czerwonawa. Grzbiet jest brązowawy, boki srebrzyste, brzuch biały. Na bokach występują czarne i czerwone kropki z białą obwódką". Bardzo chciałbym go poznać. A Wy?





ale o co cho??

Pierwsze primo jest takie, że Jezioro Ochrydzkie, jak na najstarsze jezioro Europy, trzyma się wyśmienicie. Popatrzcie zresztą sami... Jak dla mnie malowniczością bije na głowę nawet Okrug Górny.